W jak Wojna. Wojna w Iraku
- Tác Giả: Ngô Đăng Quang
- Đăng ngày 08.10.08
Z końcem października br. wojska polskie wycofują z Iraku. Wcześniej, czwartego października w bazie Echo w Diwanii odbyła się oficjalna ceremonia zakończenia działań polskiego kontyngentu wojskowego misji w Iraku. Pewien etap w swojej historii misji wojsk za granicą Polska miała za sobą. A zaczęło się to wszystko wiosną 2003 roku. Gazeta Wyborcza w wydaniu świątecznym Sobota- niedziela 29-30 marca tego roku wydrukowała artykuł pod tytułem „My, zdrajcy” autorstwa redaktora naczelnego Adama Michnika. Czytałem go jednym tchem i ...usiadłem do pisania poniższego tekstu, tekstu manifestu wietnamskiego zwolennika amerykańskiej operacji w Iraku. Wysałem do redakcji Gazety Wyborczej w postaci listu emailowego i przez faks. Kilka dni później przetłumaczyłem cały artykuł redaktora naczelnego Gazety Wyborczej na wietnamski. Został wydrukowany w miesięczniku Đàn Chim Việt (ISSN 160-5285) i przy odrobinie szczęścia można poczytać (ten artykuł w wersji wietnamskiej) w Bibliotece Narodowej przy alei Niepodległości w Warszawie. Pięć lat minęło, można inaczej spojrzeć na wszystko, pod innym kątem, z dystansem...
Czy można wybrać pokój? Czy można wybrać bezpieczeństwo? Czy można wybrać wolność, postęp cywilizacyjny i dobrobyt? Można. I nie tylko można. Trzeba. Trzeba wybrać pokój, bezpieczeństwo, wolność. Trzeba iść za postępem cywilizacyjnym, dążyć do dobrobytu. To chyba oczywiste pragnienie każdego, zwykłego człowieka na tej planecie. To pragnienie i cel każdego narodu.
Jednak, czy każdy człowiek, każdy naród posiada możliwość takiego wyboru? Wietnamczycy nie mieli. Nie wnikając w szczegóły, dlaczego Amerykanie zdecydowali atakować Wietnam, można powiedzieć krótko: wojna została nam narzucona. I to dosłownie. Pamiętam alarm lotniczy ostrzegający przed zbliżającym się bombowcem wroga. Pamiętam ogromne leje po bombach na polu ryżowym. My, dzieciaki pasające bawoły, lubiliśmy kąpać się w tych lejach. Razem z bawołami, niezbędnymi wówczas do różnych prac polowych. Nie było w nich pijawek, a woda była bardzo czysta. Pamiętam jeszcze zapach tej wody, jej klarowność. Teraz wiem, że to zapach chemicznych środków, że to czystość pozbawiona nie tylko pijawek ale wszelkiego życia. Nigdzie później nie widziałem takiej przezroczystej wody.
Pamiętam jak mój najstarszy brat na pożegnanie przed wstąpieniem do wojska obiecał przywieźć mi radio tranzystorowe po powrocie z wojny. To był jedyny obraz, w którym jakiś prawdziwy jego rys widzę i pozostaje mi w żywej pamięci. Jego portret wykonany starodawną techniką, z opisów Mamy i może z jakiegoś zdjęcia zawsze mi się wydawał ogromnie smutny, nieprawdziwy. Wisiał przy ołtarzyku na cześć kultu przodków i tych, którzy odeszli. Pamiętam szloch Mamy, kiedy przedstawiciele Gminnego Komitetu Ludowego przyszli organizować jego symboliczny pogrzeb. Płakałem razem z nią, choć nie do końca świadomy, co się stało. Minęły lata, kiedy już umiem czytać, czytałem różne historie cudownego ocalenia i odnalezienia rzekomo zaginionych żołnierzy tej wojny. Zawsze miałem nadzieję, że któregoś dnia mój brat wróci i przywiezie mi oczekiwany od dawna prezent.
Pamiętam atmosferę pełną patriotyzmu, doniosłości i patosu tamtych dni. Nie wiem dlaczego, może ze względu na wiek - i alarm i głośniki stanowiły dla nas wielkie atrakcje. Tak jak zresztą granaty, karabiny i inne wyposażenie żołnierzy - rekrutów, przygotowujących się do walki. Nasze prymitywne wiejskie chaty były ich koszarami. Dzieciństwo zdaje się być szczęśliwe. Mój przyjaciel pochodzący z Nghệ Tĩnh, rejon bardziej zagrożony bombardowaniami, na pytanie zadane przez polską panią psycholog w wywiadzie środowiskowym: -"Czy jego dzieciństwo było szczęśliwe i co pamięta z czasów wojny?", odpowiedział twierdząco. Opisał taki obraz: -"Razem z rówieśnikiem staliśmy w dołku schronienia, liczyliśmy z zaciekawieniem i radością ilość spadających bomb". Wierzę mu i rozumiem go doskonale.
Pamiętam także treść słownych zadań matematycznych, które musiałem i lubiłem rozwiązywać, kiedy zacząłem chodzić do szkoły. Oczywiście różne to były zadania, ale brzmiały zazwyczaj tak: Bohaterski żołnierz imienia Anh Dũng zabił w styczniu dwóch Amerykanów, w lutym trzech a w marcu czterech. Ilu ludzi wroga zabił Anh Dũng w pierwszym kwartale roku? Nienawiść do wroga, „barbarzyńskiego agresora” była podsycana i mierzona jako wskaźnik patriotyzmu i obywatelskiego obowiązku. Jednak ta nienawiść już w pierwszym dniu „wyzwolenia” Sajgonu pękała jak bańka mydlana wśród dzielnych żołnierzy z Północy. I powoli będzie pękała i znikała wśród zwykłych ludzi Wietnamu komunistycznego. Kiedy ci żołnierzy wracali do swoich rodzin, czy to na urlop, czy już po służbie. Widzieli inne życie, inne cywilizacje! Jedną z bardzo popularnych zdobyczy wojny, a raczej prezentem z Południa, była przecudowna lalka z ruszającymi się powiekami, niebieskimi oczkami i blond włosami. Dzieci „marionetek”, „służebników”, „pachołków” amerykańskiego imperializmu, dzieci z Południa miały zwykłe zabawki. Nie dostałem tej lalki, my ich nie mieliśmy. Drugi mój brat został ranny, wycofany z pola walki, nim dotarła do miast. Siostra jako ochotniczka budowała drogę i mosty, wcześniej też wróciła do domu. Na szczęście! Czwarty brat, o cztery lata starszy ode mnie, walczył w Kambodży, ale ja już nie oczekiwałem od niego niczego. Po powrocie z tej wojny uciekł z żoną i córeczką drogą morską do Hongkongu. Dziewięć lat mieszkali w zamkniętym obozie dla uchodźców. Dziewięć lat mieszkali w hangarze. Ich syn tu się urodził jako niewolny Wietnamczyk. Tak czy inaczej, w niewoli.

Warszawa 2007, kino Muranów, Kino w pięciu smakach, smak gorzki "Dziesięć dziewcząt z Đồng Lộc". Po projekcji moja siostra zgłosiła na ochotniczkę...Ảnh: Ngô Đăng Quang
O tych ludziach, boat people, redaktor naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik pisze: - „ Dlatego z przerażeniem i z poczuciem winy obserwowaliśmy Wietnamczyków, którzy po zwycięstwie komunistów uciekali z totalitarnego Wietnamu na małych łódkach, ryzykując życie swoje i swoich bliskich”. Panie Adamie, czy wie pan, że pewien Wietnamczyk na tym wzbudzonym morzu południowochińskim wołał o pomoc po polsku? Został on (a wraz z nim około czterdziestu innych istot ludzkich) uratowany przez załogę polskiego statku. Kilka lat wcześniej, w roku 1975 ukończył studia na AGH. Mieszka teraz w Australii.
![]()

My, zdrajcy, Gazeta Wyborcza, 29-30 marca 2003 roku. Nie ma Saddama, Gazeta Wyborcza, 10 kwietnia 2003 roku.
Nie wszyscy mieli takie szczęście. Pewien znany piosenkarz, Ngọc Tân, stracił żonę i dzieci a sam nie dostał się do „wymarzonej wolności”. Oczywiście spotkała go represja - m.in. zakaz występów. O ironio! Wcześniej, w rewolucyjnej piosence o mieście Hajfong, śpiewał o radosnym rozstaniu i szczęśliwym, ponownym spotkaniu na nabrzeżu portowym!
*****
CDN
Rỉ Tai
1 Response to "W jak Wojna. Wojna w Iraku" 
|
said this on 08 Oct 2008 2:38:14 PM EST
Chcialem Tomek coś od siebie napisać, ale artykuł i jego emocjonalne natężenie nie pozwala mi sklecić zdania którę nie wydawałoby mi się puste .Zacytuję więc klasyka "Drzewo wolności trzeba podlewać krwią patriotów i tyranów." Abraham Lincoln
|

Author/Admin)