Od emigracji do integracji- historia nie całkiem osobista. Część ostatnia


Wydział Budownictwa Okrętowego, później noszący krótszą nazwę Instytut Okrętowy (obecnie Wydział Techniki Morskiej; wszystko się zmienia!, człowiek się nie obejrzy i już tylko sentymenty zostają) Politechniki Szczecińskiej znajdował się przy alei Piastów, w środku której przebiegały tory tramwajowe.

Mieszkałem w akademiku nieopodal, parę kroków przez tory i już byłem na zajęciach. Kursując tą trasą tramwaje reklamowały sztukę teatralną. Nie pamiętam dokładnie w którym roku i w jakim sezonie teatralnym, ale na pewno było to koniec lat 80-tych ubiegłego wieku. Na całej długości wagonów tramwajowych, tuż przy dachu widniał tytuł sztuki: „Ja, Polak beznadziejny”.

Sztuka, a może raczej sam jej tytuł (bo dziś nie jestem pewien, czy widziałem to przedstawienie) tak mi się spodobał, że często powtarzałem go sobie przy przeróżnych okazjach i sytuacjach życiowych, spowodowanych zazwyczaj własnymi nieudolnościami. Czyż nie brzmi pięknie a zarazem skromnie?

Po przeprowadzce z Krakowa do Warszawy, z pewnym problemem sercowym, szukałem pracy u swoich. Byłem kierownikiem restauracji wietnamskiej na Żoliborzu, parę miesięcy później pomocnikiem kucharza restauracji na Ochocie. Pani Wanda pracująca w kuchni jak ja często mi pocieszała:- Panie Tomku, wszystko będzie dobre, jest pan młody, niech pan się nie martwi, niech pan nie będzie taki smutny!

Bardzo dobrze nam pracowało ze sobą, ale chyba pani Wanda zrezygnowała z tej pracy wcześniej niż ja. Przed odejściem dała mi jednak telefon do siebie. Dwa lata później, szukając opiekunki do dzieci, do pomocy domowej dla swojego, wietnamskiego przyjaciela, zadzwoniłem do niej. Chętnie by pracowała, ale nie mogła mieszkać poza swoim mieszkaniem. Została właśnie babcią i musi pomagać swojej córce opiekować maleństwem…

Lata minęły, zacząłem pracować dla swego krajana, który po studiach w Wietnamie miał napisać pracę doktorką w Polsce. Czasy nie sprzyjały zajęciom naukowym, mój rodak po udanym interesie z kurtkami ze sztucznej skóry, sprowadzanymi do Polski z Chin, chciał zająć branżą spożywczą. Importował do Polski zupy błyskawiczne. Rynek spożywczy w Polsce w drugiej połowie lat 90. był już dość trudny, nawet dla zup błyskawicznych z Wietnamu. Tan Viet, firma założona przez moich kolegów (o rok akademicki starszych ode mnie) zajmowała się tym od dziesięciu lat, miała więc bardzo dobrą pozycją i renomę w tej branży. Wolny rynek, wolny handel i wolna konkurencja zawsze dają szansę, jednak po kilku nieudanych próbach mój szef zdecydował zmienić kierunek rozwoju swojego biznesu. Zaczął rozważać możliwości inwestowania w ojczyźnie. Pojechał zbadać rynek. Po kilku wojażach tu i tam cała rodzina przeprowadziła na stałe do Wietnamu.

Minęło kilka miesięcy, pewnego dnia i ja stałem się jednym z kilku set pracowników firmy Tan Viet. Pracowałem jako kierownik najpierw w jednej a później dwóch restauracji należących do niej restauracji.


Belweder za zamkniętymi drzwiami.- (W związku z wizytą premiera Wietnamu- .Będzie wpis  M- Jak Małpa. Małpa w różowym)-. Ảnh: Ngô Đăng Quang

Po kilku latach, w roku 2007 przyjechał do Polski z wizytą premier Wietnamu. Towarzyszyła mu delegacja ponad 60 biznesmenów wietnamskich, wśród nich mój były szef, kiedyś poważny importer chińskich kurtek z sztucznej skóry do Polski(jak jeszcze mieszkał w Polsce). Nie dane nam było się spotkać! Kiedy premier Wietnamu przyjechał z eskortą i z ważnymi towarzyszącymi osobami do Belwederu, czekałem tam na niego. Tyle że przed bramą! I tylko przed bramą, kiedy limuzyną wjechał frontową szeroko otwartą (lecz nie dla mnie) bramą do dziedzińca. Byłem tam po to, aby jeśli nie protestować to na pewno po to, aby zrobić zdjęcia i zebrać materiały na artykuł. Artykuł zostanie (wiedziałem o tym) opublikowany (bez honorarium, o tym też wiedziałem) na naszym portalu, który z kolej jest zablokowany w Wietnamie przez firewall! Pisać artykuł po wietnamsku, publikować go bez honorarium ze świadomością, że z trudem czytelnicy wietnamscy będą mogli go poczytać, to naprawdę zajecie dla polskiego pasjonata, nieco beznadziejnego. Z czystym sumieniem, z poczuciem, że spełniłem swój obywatelski obowiązek opuszczałem Belweder, kiedy towarzysze (i nietowarzysze, przeciez nie mogę wszystkich wrzucić do jednego worka) bawili się jeszcze w najlepsze w środku. Kiedy jechałem ulicą Gagarina w drodze do domu, dopadł mnie telefon z wietnamskiej sekcji BBC. Zatrzymałem samochód na chodniku i udzieliłem (bezpłatnie, o tym tez wiedziałem) wywiad dla tej stacji. Urochomiąc silnik po zakończeniu wywiadu wzdychałem:- „Ja, Polak beznadziejny”.

Kilka miesięcy wcześniej z rąk wojewody warszawskiego odebrałem decyzję o nadaniu obywatelstwa polskiego. Czekałem na to długie 8 lat (udało się dopiero kiedy złożyłem wniosek do prezydenta RP po raz drugi; za pierwszym razem odmówiono mi obywatelstwa). Zrozumiałe więc, że radości nie było końca.

Kiedy emocje opadały, uświadomiłem sobie, że jako obywatel polski posiadam strasznie niski stan… posiadania. Postanowiłem, że wyrobię sobie paszport, wyjadę do Anglii!

Wyjadę, bo mam dość handlu obwoźnego. Dość handlu obwoźnego w Międzyzdrojach , w Dziwnowie, w Szczecinie- Dąbiu, w Oświęcimiu, Olkuszu, Nowym Targu, Krakowie i w Warszawie! Wyjadę do Anglii!

 
 Handel obwoźny i opłata w postaci cegiełki, ale to bardzo dawno, dawno temu. Na odwrocie cegiełki napisy: Wojewodzki Komitet Narodowego Czynu Pomocy Szkole w Szczecinie. 50 szkół na ...(nieczytelnie)lecie. No właśnie które to -lecie?


Badając angielski grunt przed podjęciem ostatecznej decyzji spędziłem noc sylwestrową 2007/2008 w okolicy London Eyes. Spotkałem tam młodych Polaków, mieszkających i pracujących w Londynie. Opowiadałem im o swoim zamiarze. Zachęcali szczerze. Wymienialiśmy adres i numery telefonów. Na pożegnanie zaprosili mnie do siebie. Powiedziałem:- Na pewno zjawię się u was, jak tylko będę z powrotem w Londynie. I dodałem głośno:- Przyjadę na schabowy!
Słowo się rzekło…


 
 London Eyes, Sylwester 2008. Ảnh: Ngô Đăng Quang


*****

Tekst powstał na zamówienie Międzykulturowego Centrum Adaptacji Zawodowej przy Uniwersytecie Warszawskim. Został wydrukowany w ksiażce pod tytułem "Wietnamczycy w Polsce".

© Miedzykulturowe Centrum Adaptacji Zawodowej IW EQUAL, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytet Warszawski
Warszawa 2008

Część I: Początek społeczności wietnamskiej; nie całkiem trudny

Część II: Prawdziwy początek społeczności wietnamskiej w Polsce

Część III: Pierwszymi bohaterami Wietnamu były kobiety

Część IV: Wyzysk, Indeksacja i PKW

Część V: Cielęcina w pięciu smakach i kapitalizm z ludzka twarzą

Wszystkie wpisy po polsku można poczytać tutaj: www.danchimviet.com/blogs, jednak bardzo powoli ładuje się strona.