Wyzysk, Indeksacja i KPW
- Tác Giả Ngô Đăng Quang
- Đăng ngày 15.09.08
Od emigracji do integracji- historia nie całkiem osobista. Część IV
Wyzysk pracodawcy i nauczka KPW
Część III można tutaj poczytać
Rok 1989. Jakże znaczący, nie tylko dla historii Polski ale także dla pewnego prywatnego przedsiębiorcy z Łodzi. To on ściągnął ponad setkę wietnamskich krawcowych wraz z tłumaczem do Polski do pracy (w dobrej wierze i z nadzieją!). Nie wiedział i nie mógł wiedzieć, jak te drobne Azjatki zmienią polski krajobraz! I taka dotkliwa nauczka! (Z pespektywy czasu oczywiście, a później wyjaśnię szerzej). Może tak może i nie, ale czasy nie sprzyjały polskiemu młodemu kapitaliście specjalizującemu w przemyśle odzieżowym. Szczegółową analizę pozostawiam historykom, ekonomistom zajmującym się najnowszym dziełem Polski, jej transformacją ustrojową i gospodarczą. Ja przypominam tylko o szalejącej inflacji w latach 90. oraz o tym, że w roku 1990 prawdopodobnie mieliśmy w Polsce już wolną prasę.
Na pewno wolno było redaktorom z czasopisma „Veto” zatytułować swój artykuł bardzo sensacyjnym zdaniem. Ot np. „ Krawcowe z Wietnamu pracują i mieszkają jak niewolnice”. To nie są cytaty dokładne z tego artykułu, po prostu nie pamiętam. I o ile pamięć mi się nie myli, to był tygodnik wychodzący z Łodzi, ponoć był to Tygodnik Każdego Konsumenta.
A pracowały nasze krawcowe ponoć bardzo ciężko, mieszkały w ciasnocie, w domu otoczonym wysokimi murami i nie wolno im po pracy nigdzie wychodzić. Tak podobno było, ale co najważniejsze, pensje miały głodowe, nie nadążały za szalejącą inflacją.
Oto indeksacja. W latach 90-tych szalała w Polsce inflacja. Ostatnie moje stypendium studenckie, które dostałem w dniu 20 września 1990 roku, wynosiło 868.200 zł! Czy prywatny pracodawca z Łodzi zastosował indeksację także wobec naszych krawcowych?
Mój młodszy kolega z wydziału Okrętowego Politechniki Szczecińskiej czym prędzej przetłumaczył artykuł na wietnamski. I czym prędzej wysyłał do Wietnamu, do redakcji Sztandaru Młodych, no przepraszam, do Tiền Phong’a, organu Komunistycznego Związku Młodzieży Wietnamskiej, więc jakby odpowiednika Sztandaru Młodych.
A tam czekano tylko na takie sensacje z tej Polski Kapitalistycznej! Przetłumaczony artykuł został szybko wydrukowany i nie trudno wyobrazić jak Nowi Ludzie Socjalizmu wietnamskiego reagowali na dziki polski kapitalizm, kapitalizm bez ludzkiej twarzy!
Towarzysze z Komunistycznej Partii Wietnamu- partii robotników i inteligencji pracującej- czym prędzej wysyłali delegację do Polski, aby rozliczyła się z polskim kapitalizmem. Aby sprawdziła w jakich warunkach żyją i pracują nasze wietnamskie kobiety w tej już niesocjalistycznej Polsce. Lud pracujący, zwłaszcza kobiety, mają swoje prawa, szanowny obywatelu Łodzianinie!, krzyczeli głośno jeszcze w Wietnamie…
Nie wiem czy udało się naszym towarzyszom wygłosić wyższość socjalizmu nad kapitalizmem naszemu biednemu polskiemu przedsiębiorcy, stojącemu na krawędzi bankructwa. Nie chcę dociekać. Nie wiem też czy nasi delegaci nie rozeszli się w różnych częściach kraju między Bugiem a Odrą i Nysą, jak większość ich rodaków w tym czasie. Wiem tylko jedno, nasze dzielne i obrotne krawcowe zdecydowały wziąć sprawę w swoje ręce. Jadąc do Krynicy Morskiej na wakacje widziałem dwie z nich, stojące przed budynkiem dworcu w Gdańsku. Sprzedawały różne bluzki i podomki z dużym haftowanym smokiem. Nie był to smok wawelski…
A czasy były ciekawe, rynek zbytu był nienasycony, wchłaniający wszystko. Można było pohandlować byle czymś, wykupywali wszystko, co tylko miałeś do oferowania. I to całkiem za przyzwoitą ceną! Klienci byli życzliwi dla skośnookich sprzedawców. Przez dłuższy czas jedyną opłatą, którą trzeba było zapłacić to opłata targowa, która trafiła do kasy samorządów lokalnych bądź, jak nie było tych samorządów, to do kas różnych instytucji, spółki i osób zarządzających bazarem, placem handlowym. Nie oszukujmy się, tak samo dotyczyło rdzennych kupców, mających zarejestrowaną działalność lub nie, i wszystkich słowiańskich braci i sióstr zza granicy wschodniej…
Więc nasze bohaterki szybko stanęły na nogach, odkładali co nieco złotówki, pozmieniały na dolary w kantorach, nawet u Grobelnego! Ściągnęły do Polski swoich mężów bądź wyszły za mąż za różnych dżentelmenów wietnamskich w Polsce, będących jak dotąd kawalerami, z definicji. A plac targowy zawsze był pojemny, było miejsce dla mnie to starczy i miejsce dla ciebie, bracie! Im więcej kupców, tym więcej opłat targowych, a więc handluj, kto może! Tym bardziej, że pracownicy firm zarządzających placem targowym, bazarem zawsze wymyślali sposób na wyciągnięcie dodatkowych opłat od skośnookich kupców. A to za szczęki, a to za stolik składany, a to za dodatkową siatkę reklamującą majtki i staniki! Nic dziwnego, już prawie reguła:- skośne oko konia tuczy…
Interes rodzinny kwitnął na potęgę. Już nie tylko jedno stoisko, nie jeden bazar. Już nie detal, ale hurt. Już nie tylko sprzedawcy bezpośredni, ale importerze. Importerze odzieży z Wietnamu, z Chin, Tajlandii. Raptem, 5 czy 10 lat po obecności naszych krawcowych w Łodzi zewsząd słychać, że import odzieży z Dalekiego Wschodu doprowadził do bankructwa całego przemysłu odzieżowego, dziewiarskiego i włókienniczego w Łodzi. Proszę państwa, nic prostszego, po prostu zemsta wietnamskich krawcowych po latach!
I raptem 14, 15 lat po Okrągłym Stole, w 2003 roku odbyły się co najmniej dwie obławy na handlarzy wietnamskich i ich towary na bazarze w okolicy Stadionu Dziesięciolecia, zorganizowane przez kilka służb polskich: urząd skarbowy, straż graniczny, urząd celny. Mnóstwo naszych krawcowych i ich rodzin straciło majątek. Handel, legalny czy nielegalny, jak pracownicy urzędu skarbowego zaczną liczyć sztukę po sztuce to prędko wyrzuć wszystko, bracie!, i uciekaj, jak oczy wybrał, razem z całą resztą! Kupcy- tubylcy czynili tak samo…
Dokonujący obławę funkcjonariusze poinformowali dziennikarzy, że mieli nakaz wydany przez Prokuraturę Łódzką, na żądanie i zgłoszenie łódzkich biznesmenów. Oko za oko, ząb za ząb, zemsta po zemście, tak w kółko Macieju! I wszystko za sprawą figlarnych wietnamskich krawcowych, które przyjechały pewnego dnia do Łodzi…
CDN
*****
Tekst powstał na zamówienie Międzykulturowego Centrum Adaptacji Zawodowej przy Uniwersytecie Warszawskim. Został wydrukowany w ksiażce pod tytułem "Wietnamczycy w Polsce".
© Miedzykulturowe Centrum Adaptacji Zawodowej IW EQUAL, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytet Warszawski
Warszawa 2008
Część I: Początek społeczności wietnamskiej; nie całkiem trudny
Część II: Prawdziwy początek społeczności wietnamskiej w Polsce
Wszystkie wpisy po polsku można poczytać tutaj: www.danchimviet.com/blogs, jednak bardzo powoli ładuje się strona.

Author/Admin)