Od emigracji do integracji- historia nie całkiem osobista


W latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku przed wyjazdem do Polski wietnamscy studenci- stypendyści rządu PRL-u przez rok akademicki uczyli się języka polskiego w Wyższej Szkole Języków Obcych w Thanh Xuan, miejscowość znajdująca się wówczas pod Hanoi-em (dziś jest to juz dzielnica miasta).

Oprócz lektorzy wietnamskich uczyła nas języka polskiego lektorka z Polski. Nasza pani od polskiego miała zeszyt z Polski, na okładce którego drukowany był pewien napis, który mam- mi się wydaje- ciągle przed oczami. Napis był bardzo prosty, więc nie mieliśmy trudności z jego zrozumieniem i zapamiętywaniem. „HANDEL TO ŻYCIE”, napis złożony był zaledwie z trzech słów.

 
HANDEL TO ŻYCIE, ostatnia transakcja w Dziesięcioleciu. Ảnh: Ngô Đăng Quang


To był bardzo znamienny, dużo znaczący napis dla nas, młodych obywateli społeczeństwa socjalistycznego, świeżo upieczonych maturzystów. Albowiem handel wówczas u nas to monopol państwowy, nieliczni prywatni kupcy byli traktowani jak spekulanci i potencjalni przestępcy gospodarczy, niemile widziany zawód… I nie wiedzieliśmy lub co najmniej ja nie wiedziałem, że to właśnie w handlu miałem znaleźc zatrudnnienie bezpośrednio po studiach w Polsce. Ale po kolej.
 
Początki wietnamsko-polskie- od lat.50 do 90. XX wieku

Wietnam i Polska nawiązała stosunek dyplomatyczny w roku 1950. Kilka lat później pierwsi studenci wietnamscy przyjechali do Polski na studia. W latach 60-tych to nie tylko studenci (w tym także wojskowi), a także młodzi robotnicy wietnamscy zdobywali zawód w Polsce, w przemyśle okrętowym, maszynowym i chemicznym. Generalnie jednak można pisać, że nie było wietnamskich gastarbeiterów- jak w latach 80-tych określano- w Polsce, w odróżnieniu od innych krajów demoludów w bloku socjalistycznym.

Mimo zakazów, nakazów i mnóstwa rygorystycznych regulaminów dotyczących studiów i warunków zamieszkiwania, zachowania się w Polsce, ustanowionych przez wydział edukacji w Ambasadzie Wietnamskiej dla studentów i zdobywających zawody robotników pierwsze małżeństwa polsko-wietnamskie zostały zawarte już w latach 50 i 60-tych. I sądzę, że małżonkowie wietnamscy z tych małżeństw jako pierwsi musieli znaleźć i podjąć pracę, aby zarobic na życie w Polsce. (Oczywiście nie licząc tymczasowe, sezonowe, okazyjne czy letnie prace wietnamskich studentów w studenckich spółdzielniach pracy).

 
 Praca nie hańbi. Jedną z możliwości podjęcia pracy przez studentów wietnamskich było zarejestrowanie się w studenckiej spółdzielni pracy. Foto: Książeczka pracy. Ngô Đăng Quang

 
Pewien mój rodak do późnych lat 80-tych pracował jako motorniczy w Trójmieście. Inna moja rodaczka po studiach pracowała jako operatorka urządzeń i sprzętów medycznych w szpitalu. Razem z mężem- wykładowcą Akademii Rolniczej w Szczecinie wraz z dwójką dzieci na początku lat 90-tych mieszkali jeszcze w hotelu akademickim w bardzo skromnych warunkach. W latach 1990-1992 musiała dorabiać jako kelnerka w pierwszej wietnamskiej restauracji w Szczecinie, należącej do mojego obrotnego kolegi z wydziału okrętowego Politechniki Szczecińskiej…Pewna grupa wietnamskich inżynierów długo, długo pracowała pod ziemią na Śląsku.

W roku akademickim 1983-1984, kiedy się uczyłem języka polskiego w Łodzi, pan Truong Anh Tuan, późniejszy długoletni prezes Towarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Wietnamczyków w Polsce, skończywszy studia i ożeniwszy się z Polką, musiał szukać pracy w Łodzi. Aby oszczędzić pieniądze waletował kilka miesięcy u nas w domu studenckim przy ulicy Rodzeństwa Fibaków, w miasteczku studenckim należącym do Uniwersytetu Łódzkiego. I chyba w tamtych czasach, kto chciał to znalazł pracę. I pracował, bowiem podobno nie było bezrobotnych w PRL-u!

CDN

*****

Tekst powstał na zamówienie Międzykulturowego Centrum Adaptacji Zawodowej przy Uniwersytecie Warszawskim. Został wydrukowany w ksiazce pod tytułem "Wietnamczycy w Polsce".

© Miedzykulturowe Centrum Adaptacji Zawodowej IW EQUAL, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytet Warszawski
Warszawa 2008