L jak List otwarty
- Tác Giả Ngô Đăng Quang
- Đăng ngày 12.08.08
Redakcja tygodnika o gwiazdach Gala
Ul. Wynalazek 4
02-677 Warszawa
Email: gala@gjpoland.com.pl
Szanowna Redakcjo,
robienie zakupów w osiedlowym sklepie w dzisiejszych czasach jest luksusem, na który nie zawsze wszystkim stać! A ja robię je codziennie! No, prawie codziennie; tak dużo przecież nie jem a ze mnie żaden modniś!... Panie z działu mięsnego zawsze wybierają najchudszy kawałek boczku i połówkę świeżego kurczaka bez szyi i kostki lodu…
Ale jedno ale, nie lubię kupować w osiedlowym sklepie spożywczym prasy. A to trzeba czekać przy kasie aż ktoś przyniesie z magazynu płytę dołączoną do gazety bezpłatnie. A to brakuje „Co jest grane” na cały weekend! Kilka razy zdarzało mi się, że musiałem pojechać w sobotę lub niedzielę na Dworzec Centralny aby dokupić to, czego brakowało. Znaczy się kupić jeszcze raz to samo, albowiem tam zawsze można dostać zeszłoroczny śnieg…
Prasę więc kupuję u sympatycznej pani w kiosku przy przystanku autobusowym lub u sympatycznego pana w kiosku przy parkingu. Tak czy siak w ten sposób do pełnego szczęścia zakupy mi przedłużają o kilka minut. Nieraz sobie zadaję pytanie, czy aby przypadkiem nie jestem stuknięty? Albo maniakiem prasowym?! Nie, nie odpowiem redakcji, Szanowna Redakcjo, na to pytanie ani twierdząco ani przecząco!
Zdarzają się jednak, i niekiedy, wyjątki. Wiosną tego roku, dnia 23 kwietnia przechadzając po sklepie osiedlowym zauważyłem zdjęcie znanej, mojej ulubionej dziennikarki, pani Moniki Olejnik- z którą jeszcze nie podstawiałem kropki nad i- na okładce waszego pisma (lub czasopisma jak kto woli), otoczonej dziećmi. Także, jak się barwnie mówi, kolorowymi. Muszę kupić- powiedziałem sobie i wziąłem do koszyka. Przy kasie na hasło „Monika Olejnik” wypowiedziane przez kasjerkę ekspedientka z działu monopolowego (min. dlatego, że tam zazwyczaj jest pusto) przybiegła z dwoma płytami DVD. Od przybytku głowa nie boli, posłusznie przyjąłem je i grzecznie zaparkowałem zakupy w wygodnych, choć podobno według ekologów, nieekologicznych nylonowych reklamówkach.
Parę minut i byłem w domu swoim- mieszkance niedużym. Nie rozpakowawszy zakupów usiadłem na tapczan. I poczytałem i obejrzałem wasze pismo od okładki do okładki. A to że jestem ciut stuknięty i na moje nieszczęście, poczytałem także paragon z zakupów. O zgrozo! O psiakrew, Redakcjo! Na paragonie było drukowane czarno na białym: „Gala + Gażdzet 1x12,95 12,95 zł”! A przed chwilą poczytałem na waszej okładce, tyle że biało na czarnym: „cena Gali z filmami 11,95 zł (w tym 22 Vat)”. Psiakość, Redakcjo, niech ktoś mnie mocno trzyma bo wychodzę z siebie i postoję obok!
Carpe diem!, uspokoiłem się nieco, widząc reklamę na czwartej stronie i córkę mojej rodaczki na szóstej stronie. Potem schowałem i pismo i paragon głęboko w najciemniejszym sejfie. Tak więc ani pani Monika anii paragon nie ma prawa wyblaknąć na wieki…
Co miałem zrobić?, Droga Redakcjo! Przecież nie będę psuć stosunków sąsiedzkich dla marnej jednej złotówki! Nie będę także złożyć reklamację u kolportera. Poza tym, kto wie, wolno jest handlowcom w swoim sklepie. Wolny handel i wolna cena!? Och, komuno! Wróć! Jedna cena urzędowa i basta! Bez dyskusji i bez targowania!
Szanowna Redakcjo,
cała nadzieja w redakcji, aby sprawiedliwości stała zadość. Kilka dni temu wyciągnąłem ostatnie groszy oszczędności z tego, najciemniejszego sejfu w moim mieszkaniu. Niechcąco wyciągałem i Galę na światło dzienne. Dlatego piszę ten list do redakcji. Może Redakcja zechce zaparkować złotówkę w kopertę(sic!) i wysyłać do mnie na adres domowy? Albo Redakcja zechce zrekompensować w naturze? Na niej, a raczej w niej zawsze znajduję coś ciekawego do czytania. Choć nie tylko do czytania…
Rỉ Tai
1 Response to "L jak List otwarty" 
|
said this on 13 Aug 2008 9:37:45 AM EST
komuno, nie wracaj! zaraz zamkniesz te stragany, w ktorych po dwoch tygodniach mozna kupic filmy z tych gazet za 6 zlotych i te budki, w ktorych te gazety po 2 tygodniach mozna kupic za zlotowke (te brakująca w sejfie ;-)
|

Author/Admin)